Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 166 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

SZARA STREFA

niedziela, 15 października 2006 2:29
Marta Lisok | Ewa Łączyńska

Wystawa „Szara strefa” doskonale pokazuje szerokie spectrum zainteresowań artysty. Obok zarysowań na karoseriach luksusowych samochodów, znajdziemy wspomnienia z ostatniej wizyty artysty w Nowym Jorku, której owocem są graniczące w swej pomysłowości z absurdem „Urządzenia”, przewrotny i prześmiewczy „Und…” naturalistyczny „Żyć” i „azzorrowski” w wydźwięku „Przewodnik” dające pozornie mgliste pojęcie o materii dotychczasowych zainteresowań Skąpskiego. Do dawnego „firmowego minimalu” zbliżają się „Piksele” i „Krótkie filmy tautologiczne” „Księżyc w pełni” i „Riding at Achorn” krążące wokół rejestracji tego, co poruszające w swej prostocie, dotykające często przez artystę eksploatowanego problemu czasu i światła. Po chwili zastanowienia okazuje się jednak, że wystawa jest sumą dotychczasowych poszukiwań artysty.

Nienazwane zarysowania na karoseriach bazują na wcześniejszych eksperymentach artysty z poszerzaniem granic tożsamości obrazu, skrywając jednocześnie analizy prestiżu potwierdzanego marką samochodu. Kawałki metalicznej blachy pochodzące z luksusowych samochodów stają się przyczynkiem do refleksje na temat władzy. Początków tego motywu szukać można w pracy z początku lat 90. zatytułowanej „Szeregi”, złożonej z dwóch tysięcy odznak z wizerunkiem Mao Zedonga zebranych przez Skąpskiego w czasie pobytu w Chinach dających wyobrażenie o skali totalitarnej penetracji i propagandy czy serii olejnych obrazów przedstawiających rządowe limuzyny. Ich kontynuacją był model Mercedesa złożony z różnokolorowego złomu samochodowego w galerii Kronika w Bytomiu.

Zaangażowane filmy wideo również jedynie pozornie stanowią nową jakość w twórczości Skąpskiego. Zapowiadają ścieżki otwarte częściowo przez „Maszyny”, które były jednak wyrazem długoletniej niemal obsesyjnej fascynacji artysty skomplikowanymi wynalazkami, znajdującej ujście w genialnej serii utopijnych „ Instrumentów optycznych”. Artysta zdaje się przez wielokrotne podchodzenie do estetyki maszyny żmudnie odsłaniać kolejne oblicza ludzkiej wynalazczości, która już u swojego zarania wydaje się absurdalna w obliczu potęgi czasu, stanowiącego lejtmotyw całej twórczości Skąpskiego.

Znakiem firmowym pozostaje wędrujący w 21 minutowej pętli „Księżyc…”. Kolejna praca niemal obsesyjnie poruszająca temat niezauważanego przez oko ruchu, badanego przez artystę wielokrotnie, od malowanych na piasku „Rysunków cieniem” przez efemeryczny, stworzony przez strumień światła w zaciemnionej przestrzeni galerii „Łuk” aż po realizacje „Via Lucem Continens”, której sedno stanowił powolny wzrost alei cisów. Właśnie to cierpliwe czekanie, mozolny montaż filmów, wielogodzinne obserwacje, naciskany tysiące razy spust aparatu fotograficznego czynią prace Łukasza Skąpskiego perfekcyjnie dopracowanymi pod względem formy, którą artysta zawsze stawia o krok przed samą treścią. Podobnie zdaje się być w przypadku pokazanych w Bunkrze „Pikseli”. Seria prawie monochromatycznych wydruków skrywających pod maską obrazów abstrakcyjnych niesłabnący zachwyt nieskończonością głębi nieba, fotografowanej i powielanej przez artystę, wielokrotnie powiększanej i dzielonej, rozdrabnianej jakby w alchemicznym procesie sublimacji, miała docelowo przynieść samą esencję, istotę błękitu. Jednak na pierwszym miejscu pozostał zachwyt samym kolorem, który przez lata niemal zmuszał artystę swoją intensywnością do niegasnącego zainteresowania i wypływających z niego poszukiwań.

W całej twórczości Skąpskiego czas zdaje się płynąć inaczej, wolniej. Zaznajomiony z myślą filozoficzną i mentalnością ludzi Wschodu artysta jak wieczny podróżnik, pozornie bez osobistego zaangażowania, przygląda się otoczeniu z boku. Rejestruje to co widzi, zamiast skupiać się na sobie, otwiera się na informacje płynące z zewnątrz. Bez pośpiechu wysłuchuje niekończącego się narzekania podhalańskich górali, cierpliwie notuje skargi siedzącego półmroku na werandzie Szwajcara, zagmatwanych opowieści konstruktorów „Urządzeń” i nieskładnych relacji mieszkańców krakowskich osiedli.

To samo kontemplacyjne, wyciszone podejście widać w skupionej i maksymalnie uproszczonej serii meteorologicznych notatek określanych jako „video haiku”, czy obserwacjach nieba. Artysta nie sili się na jakikolwiek komentarz, jakby zatrzymuje dla nas w swoich pracach klatkę wiele razy oglądanego filmu, pozwalając tym samym nadążyć za jego własną wrażliwością. Zauważyć głębię tkwiącą w nudzie, monotonii, potocznej zwykłości, ulotność w powtarzalności, przemijanie w odtwarzalności, pełnie w prostocie.

Praca „Paliwo” zmontowana z najbardziej wybuchowych scen hollywoodzkich produkcji, może być traktowana jako kondensacja pomysłów i energii, które drzemią w całej wystawie, pomysłu artysty na eksplorację zastanej rzeczywistości, która bez większych ingerencji przefiltrowana przez obiektyw kamery, czy aparatu fotograficznego jest rozsadzana od środka, paradoksalnie odsłaniając w destrukcji to, co zastane i do tej pory niezauważalne. Nieskończenie pojemna „Szara strefa”, którą bada Skąpski mieści w sobie z jednej strony niezmienność kosmosu i powtarzalności praw natury, a z drugiej ludzi, zmagających się z własnym geniuszem wynalazczości i usiłowaniami odnalezienia jakiegokolwiek sensu w swojej krótkotrwałości.

Łukasz Skąpski „Szara strefa”. Bunkier Sztuki, Kraków, : 6 lipca – 27 sierpnia 2006.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Degradacja Polski weszła mi na nerwy

niedziela, 15 października 2006 2:27
Gazeta Wyborcza, Kraków
25 sierpnia 2006, s.10

Rozmowa z Łukaszem Skąpskim
Katarzyna Bik


Katarzyna Bik: - Jestem zaskoczona, wcześniej znałam innego Skąpskiego. Autora minimalistycznych prac o kosmosie, przyrodzie czy  zjawiskach fizycznych. A tu zobaczyłam artystę politycznego, zaangażowanego społecznie. Przypominam sobie jednak, że twoja pierwsza praca ”Szeregi”, jaką zobaczyłam 15 lat temu w Galerii Zderzak też była krytyczna. Jak ludzie to wtedy odbierali?   
Łukasz Skąpski: - Wystawę zrobiłem po moim powrocie z Chin w 2. rocznicę masakry na placu Tiananmen. Jednej nocy wymordowano w Pekinie jakieś 2 tysiące ludzi. Mieszkałem wtedy w Chinach, więc to mnie dotknęło. Ponieważ wszyscy żyliśmy w komunizmie, którego głównym wizualnym symptomem była propaganda, to postanowiłem zrobić wystawę o propagandzie. Co prawda nie polskiej, nie radzieckiej , ale podobnej w formie - maoistowskiej. Udało mi się odtworzyć atmosferę lat 50. Starsi ludzi to z łatwością „czytali”. Witold Urbanowicz na wernisażu uśmiechał się i powtarzał „jak za młodych lat”. On jest z pokolenia naszych rodziców.
Na młodszych też działało. Pamiętam okna zasłonięte czerwonymi szmatami, na ścianach propagandowe plakaty  i ponad 20 gablot wyścielonych zielonym suknem, na którym ułożone było równo, w szeregi, ponad 2000 odznak ze złotą podobizną Mao. Jeszcze wcześniej zrobiłeś inną pracę, którą zobaczyłam dopiero w katalogu do tej wystawy - „6 metrów kwadratowych”.
- Bo ona nigdy nie była wystawiona, tylko opublikowana w Niemczech w książce artystyczej „Wizualne zarazy świata”. Serię tych zdjęć zrobiłem w 1985 roku z okna mojego mieszkania w bloku na 10 piętrze. Akurat puścił mróz, śnieg zaczynał topnieć pokazując jak potwornie zanieczyszczony był wtedy Kraków. Zszedłem na dół i zdjąłem pokrywę czarnego śniegu z powierzchni o wymiarach dwa na trzy metry ukazując pod spodem biały prostokąt. Zrobiłem z góry zdjęcia tego miejsca, a zebrany śnieg przefiltrowałem zdobywając w ten sposób pół kilo szarego pyłu, który trzymałem na balkonie w dzbanku aż rozbiły go gołębie.
Dlaczego nigdzie nie pokazałeś tych fotografii?
- Nie wiem.
Pytam bo to chyba był początek tego myślenia krytycznego, które jest tak wyraziste na wystawie w  Bunkrze.
- Malowałem jeszcze limuzyny - wielkie radzieckie „Czajki” i chińskie, marki „Czerwona Flaga”.  Pojazdy władzy. To też były w jakimś sensie polityczne i krytyczne obrazy.
A od nich był już tylko krok do pojazdów ludu. Chodzi mi o „Maszyny” - fotografie traktorów zwanych na Podhalu „esiokami” (od nazwy silnika produkowanego w Andrychowie, o symbolu „s”), które niedawno pokazałeś w Galerii Potocka. Skąd ten pomysł?
- W 1982 roku na wsi pod Myślenicami byłem świadkiem próby uruchomienia prototypu takiej maszyny domowej konstrukcji.
To było specyficznie polskie zjawisko pojawiające się tam, gdzie gospodarstwa są małe i niepotrzebne są większe traktory. Szybko przekonałem się, że takich maszyn powstało tysiące. Chłopi w Polsce prawdopodobnie zrobili samodzielnie więcej traktorów niż fabryka w Ursusie. Sfotografowałem około 150 tych maszyn tylko na Podhalu. Jak będę miał środki, to chciałbym zrobić jeszcze więcej zdjęć, także w innych rejonach Polski. Można przypadkowy dyzajn tych maszyn nazwać szkaradztwem, ale jest to też fenomen, spuścizna po komunizmie.
Wyglądają śmiesznie, ale w gruncie rzeczy z tych zdjęć przebija szacunek i sympatia do autorów tych konstrukcji.
- Podziwiam tych ludzi, że w warunkach siermiężnego PRL-u przejawiali inicjatywę, dostosowywali się do warunków, w których żyli, by sobie jakoś radzić. Jestem zainteresowany powstaniem w Polsce społeczeństwa obywatelskiego, bo takiego jeszcze tu nie ma. Dlatego w Bunkrze pokazuję prace o negatywnych i pozytywnych zjawiskach w naszym kraju. Negatywne to takie, które wynikają z działalności władz państwa. Natomiast pozytywne, napawające optymizmem zjawiska tworzą sami obywatele. Jak te traktory właśnie. Chciałem pokazać prace, które sprowokują do myślenia.
Jak „Przewodnik po Krakowie”?
- Kraków ma opinię pięknego miasta. Ale ja tu mieszkam i wiem, że jest też inny Kraków - nieznany, o którym się zapomina i którego nikt nigdzie nie pokazuje. Ten obszar to blokowiska zajmujące 90 procent obszaru miasta. Zadałem różnym ludziom, którzy mieszkają na takich osiedlach to samo pytanie - jak im się tam mieszka. Przypuszczałem, że może im się nie podobać. Tymczasem ku mojemu zaskoczeniu było odwrotnie. Twierdzili przed kamerą że to ładne osiedla, w których dobrze się żyje. Być może rzeczywiście tak jest w porównianiu z tym, jak było dawniej, gdy był jeden sklep i jeździło się na zakupy do miasta. Oni zresztą podkreślali, że mają tam hipermarkety, szkoły, place zabaw. Tylko jeden rozmówca przyznał, że to niebezpieczne miejsca.
To znaczy, że wszyscy mieszkańcy blokowisk stracili poczucie rzeczywistości, bo im supermarket obok postawili? Przecież to przypomina Matrix.
- Ależ dawniej mieszkanie w bloku było marzeniem każdego dziecka. Bloki były fajniejsze - za sprawą propagandy - niż mieszkanie w kamienicy. To przetrwało. Polacy lubią bloki, a ja chcę pokazać co lubią Polacy. Takie miejsca są wszędzie. Niedawno byłem w Jastarni.   
Ten „kurort” wygląda jak rumuński slums. Zewsząd wyziera brak myśli urbanistycznej połączony z biedą. Tam zepsuto wszystko, co tylko można było zepsuć. Takich miejsc jest pełno w Polsce. Decydenci łamią zasady urbanistyczne, urzędy architektury są skorumpowane przez chciwych deweloperów. To wynik nieprzestrzegania prawa.
Jeszcze silniej o tym mówi twój film „Und...?” Siedzący na werandzie, na tle cudownej doliny, mężczyzna opowiada w dziwnym języku o kraju, którego nazwy nie wymienia. Gdzie społeczeństwo żyje w nędzy, kwitnie korupcja. Łapówki biorą lekarze, prawnicy.
- To spokojny, choć smutny opis naszej rzeczywistości. Od dawna robiłem notatki opisujące sytuację w Polsce na podstawie doniesień  prasowych, rozmów z prawnikami, itd. Każdy prawnik wie jaką łapówkę trzeba dać na przykład za wejście do palestry. Związki prawnicze reglamentują w Polsce dostęp młodych do specjalizacji. Jeśli skorumpowani są już studenci prawa, którzy zwykle walczą o ideały, a tu płacą za zdane egzaminy, to co tu mówić o profesorach? Powinni być krystalicznie czyści, stanowić autorytety. Skoro tak nie jest, to znaczy że nie ma już nadziei. Rośnie spirala korupcji w Polsce i to morał z tej pracy.
Dlaczego akcję filmu umieściłeś w Szwajcarii?
- Zastanawiałem się jaką formę nadać temu opisowi naszej rzeczywistości. Ponieważ w Szwajcarii łapówkarstwo to coś tak dziwnego jak uczciwość w Polsce, to wybrałem właśnie ten kraj. Każdy słysząc, co ten Szwajcar opowiada, myśli, że to przecież niemożliwe i dlatego zastanawia się nad tym. Kuba Szreder pokazał ten film w Kijowie i Ukraińcy też doskonale zidentyfikowali się z miejscem, o którym opowiada postać w filmie. Śmiali się. Im też prawdopodobnie nieobce jest przysłowie, o którym mowa w filmie - „kto wcześnie płaci dwa razy płaci”. To karygodna praktyka zabijająca gospodarkę, bo unicestwiająca małe firmy. Nie do pomyślenia w krajach praworządnych.
Szara strefa - stąd tytuł wystawy?
- Tak. Szara strefa określa, do pewnego stopnia, model gospodarki w Polsce ostatnich 16-stu lat. Do takiej sytuacji przyczynia się na przykład fakt, że urzędy skarbowe mogą legalnie uprawiać bandytyzm fiskalny wykańczając małe firmy i uczciwych obywateli. Dowolnie interpretując prawo.
A więc ujawnianie zła to zadanie dla artysty? Co on może zmienić sztuką? Co dobrego wyniknie z twojej sztuki dla górali, którzy występują w filmie „Żyć” opowiadając o swojej wegetacji na granicy śmierci? Te ich heroiczne zmagania są przecież obojętne reszcie społeczeństwa.
- Oni mówią, że w Polsce nie ma żadnego planu restrukturyzacji wsi. PSL zrobiło wszystko, żeby zakonserwować system drobnych gospodarstw, bo potrzebni im wyborcy - drobni rolnicy właśnie - o których prawa mogliby walczyć. To chore. Zrobiłem ten film, ponieważ będąc człowiekiem z miasta dość cynicznie uważałem, że bez względu na koszta transformacji wieś drobnych rolników musi odejść, bo z ekonomicznego punktu widzenia dwuhektarowe gospodarstwa nie mają szansy bytu. I tak jest, tyle, ze obowiązkiem państwa jest mieć sensowny program jak to zmienić. Nie przy pomocy unijnych łapówek i jałmużny po tysiąc czy dwa tysiące złotych, zatykającej usta rolnikom. Brak takiego planu to wina m. in. PSL-u, który walczył o to, by pieniądze z Unii służyły nie restrukturyzacji rolnictwa, tylko żeby szły do kieszeni rolników. To populizm, a unijna jałmużna tylko konserwuje zacofanie rolnictwa. To właśnie chciałem pokazać przez ten film ludziom z miasta.
A co ci tak naprawdę otworzyło oczy na ten problem?
- Sami rolnicy. Wpadłem na pomysł tego filmu, gdy jeździłem po Podhalu fotografując maszyny. Tak przy okazji zresztą spotkałem górala, który był wybitnym konstruktorem, pionierem budowy traktorów w Polsce. Z rozmów z nimi wyszedł film polityczny. Sami górale nie żyją w nędzy  tylko dlatego, że żyją z pracy rodzin w Chicago. Ale na Podhalu upadła hodowla
owiec,  która mogłaby dać im utrzymanie. To teraz jest kompletnie nieopłacalne. Gdyby rząd zastanowił się nad tym, to zrozumiałby, że dawanie góralom po 6 owieczek jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. One nie wyprodukują wełny, która się sprzeda. Ale można wziąć przykład z Nowej Zelandii i Australii. Rządy tych krajów kilka lat temu porozumiały się i wymieniły cała rasę owiec na nową. Ceną było metodyczne wybicie zwierząt, lecz rezultat był taki, że powstały nowe owce o określonej miękkości i długości runa. Ponieważ był to nowy standard dla przemysłu włókienniczego, to dostosowano do tego maszyny na całym świecie. I teraz żadne inne owce, nawet polskie, nie  mają szans na rynku, bo nie ma maszyn, które mogłyby prząść ich wełnę. Wniosek? Można by to, co zrobiono w Australii i Nowej Zelandii  zrobić w Polsce. Sami ludzie sobie jednak nie poradzą, potrzebny jest program rządowy.
Od dawna obserwuję długofalowe procesy degradacji różnych dziedzin powiązanych z polityką czy prawodawstwem w Polsce. W końcu mi to - jak to się mówi  - „weszło na nerwy”.
Tak bardzo, że ze złości mógłbyś odpowiedzialnym za to ludziom na przykład porysować auto? To praca, która jakoś szczególnie na mnie działa. Takie kolorowe, gładkie obrazy. Srebrny - to „audi 8”. Czerwony - „BMW 7”. Granatowy - „Lancia Kappa”. Czarny - „BMW 5”. Na każdym inna rysa.
-  W Polsce obywatel jest zwykle przedmiotem manipulacji swoich własnych reprezentantów, w okresie między wyborami nie ma żadnej kontroli nad politykami. Bo co tak naprawdę możesz  zrobić, gdy na przykład prezydent miasta chce sprzedać kawałek Błoń jakiejś korporacji? Możesz albo podłożyć bombę, albo porysować mu auto. Miałem ochotę pod każdym z obrazów zamieścić podpis do kogo należał ten samochód, ale zrezygnowałem, bo w gruncie rzeczy to wszystko jedno.
To są fragmenty autentycznych aut?
- To są autentyczne rysy na blasze pokrytej kolorem konkretnego modelu danego auta. Zrobiłem z tego obraz, ale w taki sposób, jak się komuś złośliwie rysuje auto.
A co planujesz wkrótce?
- Pracuję nad serią zdjęć ludzi, którzy zrobili sobie różne przedmioty domowego użytku, takie jakich nie ma na rynku. Chcę zrobić ich portrety z tymi rzeczami we wnętrzach. Szara strefa zajmuje mnie nadal.
Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Grey Area / Szara Strefa

niedziela, 15 października 2006 2:25
This exhibition presents major themes featured in Łukasz Skąpski’s oeuvre from the beginning, more and more vivid in recent years. They include his tendency to purify statements and active interest in social and political issues. Skąpski’s minimalism is tinted with irony and delicate sense of humour; his observations focus on the artist’s most immediate vicinity.

In this way the exhibition becomes a statement in a discussion about the potential of contemporary art in the times of the resignation from great ideas, departure from the modernist separation from social reality and sole concentration on the potential of a medium, as well as the rejection of the utopian postulates of perfecting the world through art. What is especially significant in Poland these days, the exhibition constitutes an attempt to find a place for art within the growing political orientation of life. Its very title – “Szara strefa” / “Grey Zone” – evokes associations with people’s resourcefulness, but also breaking the law which originates from the need to manifest, by finding the ways of going round artificial restrictions – , consciously or not – “civil resistance” in relation to the political system which does not satisfy our aspirations. It is a good definition for a place art occupies now and the way artists operate when they have to play with “the system,” that is rules according to which art functions, because – as we all know – there is no way out of it. The game consists in getting some, as a matter of fact, often modest profits, and maintaining a certain degree of independence from it at the same time. This approach to the notion of ‘the grey zone’ locates an artist in between great discourses, showing that he operates at weak points of “the system,” feeding on it, adding his text to the already existing texts, making direct comments on the immediate reality. The grey zone notion can be related to the art market and dialectics of a centre-margin scheme, showing how artists function in this part of Europe. They are not real partners of the global world art market or new and exotic commodity, but somebody ‘in between,’ belonging to it but somehow strange, similar but different.

Łukasz Skąpski’s exhibition is political, but keeps a proper distance from easy diagnoses and postulates. The artist shows concrete people in places where they live:  in towns and villages in the mountains, block of flats on the outskirts of Cracow or New York lofts.  It shows trifle events which manifest their strangeness related to popular culture and media, ordinary people fed up with politicians. It shows people’s resourcefulness, which acquired a status of resistance against authorities in the times of socialist Poland, and became a kind of a protest against aggressive policy of the late stage of capitalism.

Gentle irony, a sense of humour, kind interest in the surrounding world – cosmos, nature and society as mutually complementing elements of the whole ecosystem – suggest that Skapski’s civic protest manifested in his most recent works should be interpreted as detached. It is a counterbalance to the process, common these days, tending to interpret all manifestations of activity within public space as a political credo.

Magdalena Ujma
translated by Małgorzata Sady

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Grey Area

niedziela, 15 października 2006 2:16

Magdalena Ujma talks to Łukasz Skąpski

Magdalena Ujma: I would like us to discuss about the social engagement of art, and following on, the status of reality within art generally. So far these concerns of yours have resulted in relatively simple and tautological works. You have approached reality as an art material, for example a solar beam served you as a pencil and you have used readymade objects on numerous occasions. Your works can be defined as minimalist in their form and contemplative in their contents. Now a remarkable moment has come for you, I believe. You are opening up into reality, filming real people...
Łukasz Skąpski: The first thing that occurs to me is that this transformation has resulted from being fed up with what art galleries are flooded with; works about nothing, just for sale. In the past my works also pertained to reality, but to its other layers, located on different planes, they were not socially orientated.
Magdalena Ujma: Let us start with your older works. You said that Szeregi (Rows), realised during your stay in China (1989-1991), was influenced by concrete political events. Was it obvious for the viewers?
Łukasz Skąpski: This work was a tribute paid to the students killed in Tienanmen Square. Meditating on how to approach it, I decided to focus on Chinese propaganda; for it is a direct derivative of the communist regime. What is visual in a regime is propaganda. I decided to use badges with Mao Zedong, produced during the Cultural Revolution (till 1982). They were  obligatory gadgets; each citizen of China had at least a few badges.
Magdalena Ujma: Did they have to wear them every day?
Łukasz Skąpski: Not necessarily, but they were given badges on various occasions. They were produced in incredible numbers. I was able to see these badges in homes, on walls or in drawers. I bought them by weight, in markets, where they were sold as souvenirs for tourists. I bought everything they had because it was cheaper that way, I did not look at them or make any choice. I bought 16 kilos altogether, two thousand and two hundred badges. It gives an idea what the scale of production was.
Magdalena Ujma: How do you approach these badges – do you relate them to any role of an individual in China?
Łukasz Skąpski: The individual does not count in China and this is a part of Eastern tradition. Any notion of the individual does not exist, or it is completely different from the one we have in Europe. In the East an individual is a cog in the social machine. Confucius speaks in this spirit that you have to respect your superiors, everybody has his/her own place and should not leave that place under any circumstances. It completely eliminates individualism as manifested in Chinese art which is based on copying.
Magdalena Ujma: The Mao badges are incessant copies of one pattern, too.
Łukasz Skąpski: I did not want to use the simplest interpretation, death, blood, evil regime and so on. I reached for a phenomenon that was closer to art–I wanted to scare the audience with a great number of Mao’s images. I used ready-mades, a collection of objects which are not art. This exhibition affected the viewers with its mass.
Magdalena Ujma: Why did you choose a green background for the cases?
Łukasz Skąpski: Because it was typical of communism.
Magdalena Ujma: Not because it worked well with the colours of the badges?
Łukasz Skąpski: That as well. Green was the typical colour for the cloth of conference tables, which functioned everywhere, from China to Poland. The cloth was green and the portraits were set against a red background.
Magdalena Ujma: How was the show received at the Zderzak Gallery, back in Poland in 1991? Were those works recognised as a tribute paid to the victims of the communist regime?
Łukasz Skąpski: Yes, they were. I explained it in the text which accompanied the show. It was presented at the old Zderzak Gallery, in Market Square. On one of the walls there were cases with the badges, occupying almost the whole space, on the other wall there were posters of Mao Zedong, also bought in China. I hanged red curtains in the windows, so that the light coming through them was red. Young people did not make any comments, but the generation who remembered Stalinism were saying “just like in the old days!“ It meant that I’d achieved my goal. I believe that I succeeded in conveying the condensation of that aggressive propaganda atmosphere.
Magdalena Ujma: In China was it important for you to refer to the local everyday culture. Do Wiązki/ Bundles have any social references?
Łukasz Skąpski: In China everything has a mass character, you are never alone. A Chinese family lives in one room – a flat means one room there. All the time you are with others. I was fascinated by the recurrence of various things, as in the case of Mao. It was a rather simple inspiration. In China they don’t wrap things in paper, things are made into bundles instead. It is a traditional method – but they often do it in shops, for example when you buy gloves they are in a bundle. If you buy tobacco, which is sold in a form like cigars, they are always bound. Among the other things I bought, there was ritual money, which is sent to the dead. There are simply bits of paper bound with string. Even men who sold crickets, carrying them on his bike, had two gigantic bundles of cages, bound into gigantic bundles, several hundred in each – balls of tiny cages.
Magdalena Ujma: What did you exhibit in China?
Łukasz Skąpski: I was slightly bored because there are hardly any galleries. Well, there was one at the university. I encountered enormous problems in penetrating Chinese artistic life, thus I went to see any shows that were on, i.e. traditional ones. As a matter of fact, I have never seen any contemporary art there. Art that I saw during those two years in China referred to the old Chinese tradition or the new one brought by the Russians, along with communism. I saw contemporary Chinese art back in Berlin.
Magdalena Ujma: What else were you working on in China? Pipe sculptures?
Łukasz Skąpski: I had a show in my studio. There were many things I bought in bundles. In one room I kept pipe elbows. They were sold on every corner, because in winter the Chinese put iron stoves in their rooms. They live in brick cottages with no chimneys even. So they put chimneys through the windows. I bought some pipes and elbows, and made a kind of a chimney installation as a typical Beijing phenomenon. Inside there was a little loudspeaker and the sound of tanks leaving Beijing was oozing from it.
Magdalena Ujma: Where did you take that sound from?
Łukasz Skąpski: I recorded it. In front of my window tanks were passing all night, in groups of about fifty. They were on their way to Tienanmen Square. It was the massacre night. That exhibition was my first attempt at relating to those events. I did not tell anybody what it was. The Chinese never talk in a straightforward way. They use certain codes, suggestive of something. At the show a Chinese approached me and asked: “What is the sound coming from the sculpture? Are they cars? I answered: “Yes, very big cars!“. He said “I see“.
Magdalena Ujma: Your Chinese works were featured in “The Galleries of the 80s“ show at the Zachęta Gallery in 1990. Why do you consider it a failure?
Łukasz Skąpski: Marta Tarabuła, who invited me to participate in the show, was given the biggest exhibition hall in the gallery where she curated paintings only. She approached me and commissioned a work for this huge space. It was to be a kite like construction. I made a dragon kite of red flags and rusted head which was reminiscent of a steel clad vehicle. It looked more like a decoration than a work of art. I also exhibited a small part of my Mao badges collection in a shabby shed botched up with black screens provided by the gallery. It was my exhibition failure. On the other hand, I had lived in China for two years, my home was there and my life was there, I lived with Chinese problems and did not know what was happening in Europe, I lost contact with European art. I brought Chinese problems and ways of exhibiting to Zachęta It was met with complete misunderstanding, but it is hard to expect the Poles to approach problems enthusiastically that they were not familiar with, all out of blue. The Tienanmen massacre was a piece of media news in Poland, whereas I observed it directly and witnessed the growing political pressure. It was martial law; social life lost its momentum. One day people were talking about political problems – which was unusual – next day they were sneaking away and did not want to talk to foreigners.
Magdalena Ujma: Had you been interested in immediate reality before you went to China? How would you comment on your German works: Obiektach asfaltowych / Asphalt Objects (1992-1993) and the pieces that included the German flag (1989)?
Łukasz Skąpski: There were also earlier ones, like An-24, inspired by a flight from Gdańsk to Warsaw.  As for the flag, the story goes like this; when you are in Germany – and I lived there for half a year – you realise that the Germans have an ambivalent attitude towards their sense of state and its symbols the flag and emblems. They don’t like them, they don’t even like being Germans. I decided to realise a work based on the German flag. I painted module paintings in black, red and yellow; simple, monochromatic paintings. You could assemble them into a flag, but you could also move the elements to get a mosaic. The Poles have a more straightforward attitude towards their national symbols. If they see their flag or hear their national anthem they stand at attention, whereas a German feels embarrassed.
Magdalena Ujma: Could you say to what extent your earlier interests are featured in the Azorro Group, to put it briefly, how much have you contributed to Azorro and how much have you imported from it into your own work? There is no doubt that your pre-Azorro works and post-Azorro works differ significantly.
Łukasz Skąpski: It is hard to differentiate. After all Azorro consists of us, not the other way round. In a democratic group everybody has his contribution to the ideas, character of themes etc. On the other hand, we definitely influence one another, but this is much more as individuals than as a collective body, which is our work after all. A group forms an environment conducive to exchanging your thoughts on art. When we set up the group I hoped it would deal with political issues more. My friends made me abandon this idea quickly. Anyway, we hoped to deal with the issues we were able to deal with as individual artists.
Magdalena Ujma: I will insist that your art has been undergoing a transformation in the Azorro period. You are more courageous in exploring social issues. It is not pure modernist art any more with its characteristic problems, which you were involved with earlier. For example the issues connected to the seeing, representation, truth and fiction of a painting. Now you are going in the direction of documentation.
Łukasz Skąpski: I am not completely sure if all my works can be termed modernist, for example the meaning of Instruments series consists in operating within the social sphere. Five years ago, when Azorro was founded, I recorded the material for Clash, a film about women’s attitudes towards maternity (2002-2005). It is a work of a social character. I also made some material about art students‘ expectations in relation to art, and Przewodnik po Krakowie/ A Guide Book of Cracow (2005), which is more social than political; but it shows our communist heritage.
Magdalena Ujma: Now you have returned to the theme which has fascinated you for over twenty years, that is mountain people and the machines they constructed. It is an incredible piece of evidence about people’s resourcefulness under communism in Poland .
Łukasz Skąpski: The major inference of working in and as a group, is that art does not have to be esoteric and live in an ivory tower. Before I joined the group I had realised works for selected audiences, some works were addressed to a very small group of people on purpose, and they were truly almost inaccessible. I mean Rysunki światłem słonecznym / Drawings with Sunlight (1994-2001). It was a work you could see only for several minutes a day and only if the weather was sunny. I think that in those days I did not care about a wide spectrum of viewers, only those I was interested in, which to calculate was about fifty people in Poland. However, now I realise works more easily accessible, for a wider audience.
Magdalena Ujma: Is it your conscious decision?
Łukasz Skąpski: Yes, it is. In Azorro we elaborated a tempting and effective model of approaching art. You asked me about before Azorro and now. The group started soon after I had developed my interest in video and a more political aspect of art. At that time I was invited to participate in “4 pokoje” / “4 Rooms” shown at Bunkier Sztuki (2002) where my intention was to present a work related to curators. In the meantime the Azorro group was being set up and the show was delayed. We managed to realise two films in the spirit of institutional criticism and showed them as a group.
Magdalena Ujma: The idea of Azorro was extremely good and Polish art benefited from its foundation, getting some fresh air. On the other hand, the formula of ‘light criticism‘ got exhausted within a short period of time. It became manifest in your later projects. The film which is entirely spoken in Latin Pyxis systematis domestici quod video dicitur (2003) discusses a completely different problem, a serious one, although dressed in an unpretentious form, typical of Azorro.
Łukasz Skąpski: It was about European character. Our original idea was slightly different. Once I was driving through a village near the Czech-Austrian border, almost on every house there was a sign “Night Club” or something of that kind. Then I read an article about that area, these little Czech border towns or villages, focused on sex-tourism. There are numerous country brothels. I had an idea to make a film about, talk with women who work there. Other members of our group protested fiercely against it, which had better results for the film I guess. Only one episode was left from my original idea in Pyxis..., when we talk with a prostitute in Znojmo. She was Slovenian and I asked her in Latin if she thought that joining the European Union would change her professional situation. She replied in Latin that it probably would. She had three answers to choose from: “yes“, “no“, or something in between.
Magdalena Ujma: Let’s come back to your projects which you realized along with Azorro projects. For example Sky V. 2 (2004) was a very sarcastic work. Und...? (2004) is not as comic as Azorro’s films.
Łukasz Skąpski: In Sky I used loose motives which were not included in Azorro’s SMART. This film is based on reversing the meaning of the original text and its translation – it shows how the reality of artistic life differs from the declared situation
Magdalena Ujma: It is a critical work, bitter, conveying your frustration.
Łukasz Skąpski: The system is the way it is. It cannot be changed, but one may try. New York was the easiest place to see what the art market circulation consists of and how completely corrupted it is. You don’t have to go anywhere else, just visit Chelsea to see hundreds of very bad shows. Galleries sell very mediocre works for a lot of money persuading the clients that they are worth buying. If somebody believes that art has non-commercial value one should have nothing to do with it.
Magdalena Ujma: So it means that this work shows a clash of Eastern European underdevelopment, resulting from a lack of the market and cultivation of the ideas of art unstained by commercial values, and the tough western world. I like the film Sky, because it announces a change of your interests and language. I have an impression that it was a farewell to your minimalist inclinations and a welcome to rich social contents. There is the sky, but also a political aspect
Łukasz Skąpski: Attempts to account for using the sky as the background may seem naive. The sky is a synonym of paradise, thus an ideal… There is also another reason why I filmed the sky. I focused on the fact that it is clear, spatial and undisturbed, providing a uniform background for the text featured in it. This film was my first attempt, after many years, at confronting political issues. At that time I had two texts, one concerned a political situation in Poland, and the other – situation of art. I searched for a form to enclose them in.
Magdalena Ujma: The other film was Und...?
Łukasz Skąpski: Right. Finally, I decided to realize it in Switzerland. Making the film about Poland in Switzerland and with a text spoken in Swiss, turned out to be a very good move in giving its contents a universal dimension. Recently it was shown in the Ukraine and everybody was bursting their sides with laughter because they recognized their own situation in it.
Magdalena Ujma: A wonderful moment of a lack of certainty, considering what it is all about. A man speaks in a strange language, then we read the subtitles and get illuminated: “Wait, wait, what is he talking about? He is taking the very words out of our mouths? It is all about Poland! Is it the same in Switzerland?”
Łukasz Skąpski: It is a manipulation which allows watching this film, for if the text was spoken by a Pole in Polish, the reaction would be “turn this radio off!”
Magdalena Ujma: And now you are working on a film about mountain people. Here the situation changes diametrically. They say what they think; they don’t present your text. What do you plan to do to make this film watchable? Perhaps you use the same methods, for the language of mountain people is not easy to understand for most Poles…
Łukasz Skąpski: A great advantage of mountain people is that they speak directly. Imagine I would ask intellectuals or politicians to talk about agricultural policy. It would be unbearable: a pack of party slogans or a cluster of stereotypes. However, there is still something else in it. When I worked on the series Machines I met many mountain people in the Podhale region. They invited me to their houses and we were talking. These conversations made me realize that I look at them through a stereotype of an educated person. A peasant struggles with the European Union in real life, a lack of demand for agricultural products, imports of these products. However, what struck me most was their archaic attitude towards the land. One of them told me how much he had been shocked when he saw unmowed rye and grain falling onto the ground in a PGR (a state farm). They respect the land for providing them with bread and it does not occur to them that one can import flour. It does not occur to them at all that the economy is not based on agriculture these days. Nobody has shown them a way out of their original reasoning. It is something that does not occur to city dwellers at all - that it is not their profession – it is a vocation. The most important thing is to mow the grass.
Magdalena Ujma: This film is a vivid picture of Polish mentality, too. Endless complaints and grievances, a conviction that they are in the worst position and Poland is in the worst position, of course all because of the politicians.
Łukasz Skąpski: I have not encountered any sensible programme of modernizing Polish agriculture. These people have been bound for poverty and left to themselves. Paltry financial donations from the UE will not do to build modern agriculture.
Magdalena Ujma: What is this film? An expression of civic indignation?
Łukasz Skąpski: The films which I am realizing these days are conscious propaganda films of a kind. I decided that art can be used for this purpose, although it is not such powerful propaganda as newspapers or radio. It disturbs me that Polish society is not civic and terribly backward. I am annoyed by a lack of political culture. I realize these films to contribute to the creation of a civic society.
Magdalena Ujma: Perhaps it is important for you to be able to manifest your own views?
Łukasz Skąpski: I am not going to join any party because it would be naive. In this system when a politician gets elected he becomes isolated from reality, functions within the corrupted political circles, governed by their own rules, for there is no civic control over the politicians.
Magdalena Ujma: Is art a kind of social control? This attitude differs from the critical art of the previous decade which was targeted against Great Narrations and did not get down to the level of local reality. Political or social sensitivity results in a different approach to art.
Łukasz Skąpski: There is not one reality. There is material, spiritual or psychological reality, which is very concrete, although invisible. In art I have referred to nature or scientific theories, too. If we conceived of reality as social, which in a popular approach is more real than its other variations, then my most recent works are a kind of publicism, and the sooner they loose their actuality, the more successful they will be. So far it does not seem to be happening. I feel a citizen of this country and what is going on here gets on my nerves. Of course, I am aware of my own limitations, I am not an investigative journalist. However, I feel that pure art has become a history. This is how I see it.

Cracow, June 2006

Translated by Małgorzata Sady
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Łukasz Skąpski - Note

niedziela, 15 października 2006 2:14
Łukasz Skąpski

Born in Katowice in 1958. In 1977-1982 studied painting at the Academy of Fine Arts in Cracow. His encounter with painter Tadeusz Brzozowski provided him with an impulse for experiments and courageous search for his individual language. Skapski’s artistic development was stimulated by travels and residences abroad. In 1988-1989 he lived in Germany, from 1989 to 1991 in China. Living in Beijing strengthened his earlier interests in social and political issues, however not manifested through provisional journalism, but the competent use of quotations from everyday life. In China the artist discovered the problem of sets and collections, as well as Eastern philosophy, central in his oeuvre. These issues as well as the visual aspects of Chinese reality, pervaded with propaganda, contributed to his series ‘Szeregi’/Rows, consisting of Mao Zedong’s portraits, the artist’s first mature realization in which the rich semantic layer is based on non-rigorous minimalism, a simple but not ascetic form.
Łukasz Skąpski also worked in England where he realised Via Lucem Continens (2000). A hew alley in Kings Wood in Kent constituted the culminating point of the artist’s exploration of astronomy and solar phenomena. The alley was recognized the best artistic project in public space and awarded Rouse Kent Public Art Award. In the late 90s and beginning of the next decade Skąpski’s projects continued to be focused on nature, optical phenomena translated onto the truth and fiction of an image. He was particularly interested in the cases of the so-called “natural minimalism” – monochromatic photographs of the sky, visually resembling colour field painting or drawings produced by shadows cast by sticks on the beach. The artist related those photographs to political contents with references to contemporary culture or art system.  The cycle Instrumenty/ Instruments, one of his best recognized works, pertains to the same area. Perfectly made optical instruments are absurd objects used for instant spiritual growth, which can be interpreted as an ironic approach to consumerism.  In 2000 Łukasz Skąpski started developing his interest in film. At that time Azorro Super group (2001) originated, of which he was a co-founder and member. This group has played a significant role in Polish artistic life, criticizing art institutions and providing quite a general diagnosis of the phenomena.  In spite of his involvement in film Skąpski has not given up painting, also realizing his photographic cycles, as well as more conceptual actions, including Projekty prezydencki/ The President’s Projects. One of his most recent works – the cycle Maszyny/ Machines– is a rather unique instance of an interest in agricultural policy.  His latest realisations move more openly towards social issues, expressing his civic anxiety; while, on the other hand, the artist continues his interest in cosmic phenomena, fiction of an artwork and truth of nature.
Łukasz Skąpski lives in Cracow Krakowie. From 2002 has worked at the Department of Industrial Design at the Academy of Fine Arts. In 2006 obtained PhD at the Academy of Fine Arts in Poznań.  

Magdalena Ujma
Translated by Małgorzata Sady

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

środa, 23 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  40 080  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Archiwum

O moim bloogu

Prace Łukasza Skąpskiego

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 40080

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl